D:
Hej, misie x
Z RADOŚCIĄ OGŁASZAM, ŻE JEST TO SETNA
NOTKA NA TYM BLOGU, YAAAY!
Dodatkowo domyślam się, że za trzy dni
przekroczymy już dwieście tysięcy wyświetleń bloga, za co jestem wam
niezmiernie wdzięczna. Za tydzień WHY będzie miało już dziewięć miesięcy i
naprawdę nie wiem, jak to się stało, że jeszcze je prowadzę.
Dziś będę siedzieć przynajmniej do
północy na asku, więc jeśli chcecie porozmawiać (lub popłakać nad OTP) możecie
do mnie pisać. Rozdaję ciastka, buziaki i miłość. Nieważne.
No i już dawno miałam podziękować wam
również za długaaaaaśne maile, które mi przysyłacie (chociaż czytam je po tygodniu,
przepraszam), ale zawsze zapominam. Więc… dziękuję serdecznie, ślijcie je
dalej!
Okej, postaram się już nie przedłużać.
Miłego czytania!
Część
3.
Eleanor jak zwykle czeka na niego na dole
w holu przy windzie o dwunastej trzydzieści, co jest jedną z wielu rzeczy,
które Louis uwielbia w dobrej, starej, niezawodnej El. Lekko do niego macha,
podnosząc wzrok ze swojego Blackberry, a Louis gna, by pocałować jej policzek,
ponieważ po dzisiejszym ranku jeszcze nigdy nie był tak wdzięczny, widząc
przyjazną twarz. Spędził ostatnie dwie godziny na kontroli obrażeń, bo ten
idiotyczny stażysta zarezerwował dwie szkoły na te same miejsca na środową popołudniówkę
i teraz nauczyciele dwóch szkół średnich grożą wezwaniem wsparcia, jeśli natychmiast
nie dostaną zadośćuczynienia. Cały poranek zostawiał wiadomości na skrzynce
Paula – bez odpowiedzi – a jego współpracownik, który przebywał z nim wtedy w
biurze, wpatrywał się w niego przez chłodnicę wody i powiedział, że nie jest
odpowiedzialny za szkolne bilety. I jeśli w tamtym momencie Louis miałby te
laleczki voodoo w jego kształcie, cóż. Obok barku na alkohol w jego mieszkaniu
czekają na niego pinezki z imieniem tego kolesia. Pinezki dla obojga współpracowników,
pinezki dla nauczycieli szkół średnich i pinezki dla ludzi, którzy rezerwują
trasy Broadwayowe, i pinezki dla większości tego opuszczonego przez boga
budynku, jeśli miałby być szczery.
- Wyglądasz na zestresowanego, kochanie –
mówi mu El, pocierając palcem rękaw jego płaszcza, kiedy on kończy zapinać
guziki – coś się dziś stało?
- Nie każ mi nawet zaczynać. – Wzdycha. –
Wiedziałaś, że Chris jest imbecylem, który zwyczajnie nie potrafi pamiętać o
zapisywaniu rezerwacji biletów? Imbecyl, mówię ci.
- Wspominałeś – El kiwa głową z chytrym,
małym uśmieszkiem na ustach – raz czy dwa, tak myślę.
- Cóż, nigdy za wiele – mówi, a El kręci
głową, gdy oboje idą w kierunku drzwi, udając się na umówiony lunch w Noodles
and Company. To dlatego El jest najlepszą osobą, która pracuje w tym centrum sztuk,
myśli, otwierając dla niej drzwi, gdy wychodzą na zewnątrz. Jest ona jedyną
osobą, która nie gra mu na nerwach, chyba że Ed i Dani z trzeciego piętra się
liczą, ale ci często są nieobecni przez sprawy zawodowe, więc rzadko ich
widuje. Nie, El jest jedyną normalną osobą pracującą na całych pięciu piętrach
organizacji sztuk i Louis kocha ją za to, za ten przyjazny uśmiech, którym wita
go raz w tygodniu pół godziny po południu, i za wszystkich chłopaków, z którymi
próbuje go wyswatać, mimo że póki co żaden z tych związków nie trwał dłużej niż
trzy randki. Zawsze jednak liczą się chęci, a El jest bardzo do tego chętna,
jeśli już trzeba coś o niej powiedzieć.
- Więc powiedz – mówi Louis, biorąc ją
pod ramię, gdy idą wzdłuż Second Avenue – jak poszła ci wczoraj randka z
Jamesem?
- Koszmarnie. – El wzdycha, chowając ręce
w zgięcie łokcia Louisa, by uchronić je przed wiatrem. – Absolutnie koszmarnie.
I ty mi mówisz, żebym nie nakazywała ci nawet zaczynać.
- Koszmarnie jako był tak nudny, jak jego ubiór koszmarnie, czy koszmarnie jako muszę wezwać posiłki, by odciągnąć tego
wilka od mojego habitu koszmarnie? – docieka Louis lekko zmieniając tempo,
idąc chodnikiem niedaleko restauracji.
- Pierwsze – mówi El – nie martw się, chciałabym,
żeby chociaż próbował dostać się do mojego habitu. Ożywiłoby to przynajmniej
wieczór.
- Ach. – Louis kiwa głową, otwierając
drzwi do restauracji i wskazując El, aby weszła pierwsza. – Więc było to tak
udane, jak nasza pierwsza randka, tak?
El szeroko uśmiecha się na to wspomnienie.
Jeden z ich współpracowników chytrze zorganizował im randkę w pierwszym
tygodniu jego pracy w centrum, udając że to wspólny wypad na drinki, po czym
poklepał ich po ramionach, kiedy dojechali i zostawił ich samych, puszczając im
oczko, bo tak się składało, że koleś ten nie miał oczu lub gej-radaru, które
ocaliłyby mu duszę. Jednak skończyło się to doskonale, więc nie może żałować
całego tego pierwotnego zażenowania. – Nawet mniej – mówi El – przynajmniej wtedy
zyskałam przyjaciela. A uwierz mi, nie chcę jeść lunchu z panem
Pozwól-Że-Opowiem-Ci-O-Wszystkich-Moich-Byłych-Oraz-Moich-Dziwnych-Zachowaniach,
dziękuję.
- Och – Louis krzywi się, gdy idą w
stronę kolejki – to brzmi koszmarnie, racja.
- I ty mi o tym mówisz. – Wzdycha, z
zastanowieniem patrząc na tablicę, jakby nie zamawiała tego samego pad thai
combo, które bierze zawsze, od kiedy zaczęli chodzić razem na lunch.
- Cóż, jeśli zadzwoni i zaprosi cię na
kolejną randkę – mówi Louis, uśmiechając się i zastanawiając pomiędzy stronganoff
a trufle mac – będziesz musiała mu powiedzieć, że twój chłopak nie będzie
zadowolony, prawda? – El śmieje się na tę sugestię; nazywają się nawzajem swoim chłopakiem i swoją
dziewczyną od pierwszego spotkania, kiedy tylko jest to potrzebne, ot tak.
- Chyba skorzystam z tego pomysłu – mówi,
przygryzając swój pomalowany paznokieć, kiedy podchodzi do lady. – Małe pad thai
i lemoniadę, dziękuję. – Wyjmuje portfel, ale Louis odsuwa jej rękę, bo w
zeszły weekend płaciła za drinki, a to najmniej, co może dla niej zrobić.
Składa swoje zamówienie – decydując się na stroganoff, bo jest trzy dolary tańsze,
a jego portfel wygląda chudo, kiedy teraz tak na niego patrzy – i podaje
mężczyźnie dwudziestkę, odsuwając się z drogi kolejnemu klientowi. – A ty? –
pyta El, szturchając go. – Nie słyszałam nic o twojej randce w zeszły weekend.
- To dlatego, że nie ma o czym mówić –
mówi, odsuwając El krzesło i zajmując miejsce, następnie układając łokcie na
stole. – Ale, powiedz mi, wierzysz w przeznaczenie, El?
- Chodzi ci o to Broadwayowe fiasko, czy
ogólny koncept, kochanie? – Uśmiecha się z wargami owiniętymi wokół butelki z
lemoniadą. – Musisz skonkretyzować.
- Mam na myśli, jak w skali od jednego do
Paul-zwolniłby-cię-z-miejsca niewłaściwe byłoby oświadczenie się potencjalnemu
nabywcy biletów zanim faktycznie dokona zakupu?
El patrzy na niego z rozbawieniem na
twarzy i mówi – Nawet nie będę na to odpowiadać, kochanie – co jest
prawdopodobnie kolejnym z powodów, przez które Louis ją kocha.
-
Kiedy wraca z lunchu, czeka na niego
wiadomość na skrzynce; żadne prawdziwe zawiadomienie, jedynie trochę kręcenia
się i – Halo? – po którym słychać – Och, to musi być automatyczna sekretarka,
chyba zadzwonię później – mówione głosem, który Louis rozpoznałby wszędzie.
Louis mruczy z niezadowoleniem i decyduje,
ż pogodzi się z kryzysem tego dnia, nieco się dąsając.
Przynajmniej mógł zostawić numer
telefonu, myśli.
Złośliwiec.
Ah ten Hazza. Nieogarnięty xd
OdpowiedzUsuńTadadada, nie ma żadnego strasznego błędu - tak mi się przynajmniej wydaję na pierwszy rzut oka.
OdpowiedzUsuńJest tylko ' bo tak się składało, że koleś ten nie miał oczy lub gej-radaru, które ocaliłyby mu duszę.'
I tam prawdopodobnie powinno być 'oczu'
Mini błąd :C
Rozdział świetnie przetłumaczony, pozdrawiam płacząca nad OTP.
Jejku... Mało... Normalnie nie wytrzymam. Miałam nie czytać oryginału i potrenować trochę swoją silną wolę, ale kogo ja próbuję oszukać... Nie wytrzymam po prostu, tak więc zaraz się zabieram za ciąg dalszy, bo tak mnie wciąga, że sama widzisz... A potem będę sobie spokojnie czekać na twoje cudowne tłumaczenia, bo ja i mój "idealny" angielski przekonamy się wtedy, czy choć w połowie zrozumieliśmy treść opowiadania ;) Jak zwykle odwaliłaś kawał dobrej roboty, dziękuję :)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego
@KateStylees
Haha chłopak i dziewczyna. Sprytne. I te laleczki voodoo Louis'a są zajebiste ;_ _ _; Jesus ! Hazza ty łotrze ! Jak mogłeś nie zostawić numeru telefonu ? No jak się pytam ?! Rozdział fajny jest tak wgl i czekam na next. Pozdrawiam :D
OdpowiedzUsuńAww, w tym opowiadaniu lubię Eleanor normalnie! :D Och, Harry, mogłeś zostawić ten numer! C':
OdpowiedzUsuńOMG, znowu gadam do postaci z opowiadania. ;_;
Jak zwykle, dziękuję serdecznie za tłumaczenie, czekam na nowy i życzę cierpliwości. :)
Love! <3 xxxxx
@LouLightMyWorld c:
Po pierwsze, chcialabym cie przeprosic za to, ze tak """czesto""" komentuje, ale jestem leniem i mi sie nie chce, chociaz, ze czytam wszystko co napiszesz/przetlumaczysz.
OdpowiedzUsuńPo drugie, zakochalam sie w tym opowiadaniu od pierwszego rozdzialu. Louis jest tu taki slodki i uroczy, ze gajekdjsklabvdkfoav. Nie moge sie doczekac kiedy Louis i Harry sie spotkaja, co pewnie zdarzy sie w ostatnim rozdziale...
Coz, nie pozostaje mi nic innego niz powiedziec, ze kocham cie za te tlumaczenia, i ze postaram sie czesciej komentowac. Czekam tez na nastepny.
Kocham oraz pozdrawiam xx,
@iamLajka
Ps, przepraszam za brak polskich znakow, ale moj telefon nie posiada takowych ;_;
Ale to jest , fajne ♥
OdpowiedzUsuńZ El fana przyjaciółka, jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze rozmowy Harrego i Lou, czekam na to :)
@TeleDul
Nieee, weszłam na WHY dopiero dziś i spóźniłam się na askowe rozdawanie miłości ;_; Jak coś fajnego jest, to zawsze mnie omija. Nieważne, co ja jeszcze chciałam... aa! Wszystkiego najlepszego z okazji dziewięciomiesięcznicy prowadzenia bloga :D Myślę, że jeszcze dojedziemy co najmniej do roku, co? A teraz wracając do notki: podoba mi się. Nie wiem, czemu tylko się podoba, może to przez brak rozmowy Lou i Hazzy? Nie mogę się doczekać, bo obiecałam sobie nie zaglądać do oryginału. Ahh, te pokusy. Chyba po raz drugi, albo i trzeci, muszę ci pogratulować wyboru świetnego one shota :D Nie wiem jak ty takie perełki znajdujesz w odmętach internetu, naprawdę. Wychodzi na to, że nie mam już nic więcej do dodania, co jeszcze mi się nie zdażyło, więc powiem tylko: 'Dziękuję' i spadam coś zjeść, bo już po jedenastej, a ja śniadania nie zrobiłam sobie. Dziękuję jeszcze raz! xxx
OdpowiedzUsuńCoś się stało z moim kontem na blogspocie i nie mogę się zalogować, przez co najwyraźniej mój wczorajszy komentarz przepadł w odmętach internetu ;< Trudno, napiszę teraz jego skróconą wersję, bo już nie pamiętam, co w nim takiego było.
OdpowiedzUsuńNa pewno głupiutko-słodki Harry, który albo jest strasznie roztrzepaną i niezdecydowaną osobą, albo wydzwania do Louisa nie bez powodu. I na pewno coś o El, ponieważ wydaje się być bardzo miłą dziewczyną, a w tym fandomie Louis będąc gejem zwykle ma właśnie taką przyjaciółkę, z którą wyskakuje regularnie na kawę czy zakupy, ale już nie wiem, co to było. Może chciałam powiedzieć tylko, że ją lubię, nieważne.
Denerwują mnie takie krótkie rozdziały, bo człowiek ledwo siada do czytania, a tu już koniec, ale podejrzewam, że przyjemnie się takowe tłumaczy, więc Ci wybaczę. Chociaż w zasadzie to nie Twoja wina, że autorka się nie rozpisuje, ale to Ty wybrałaś sobie to opowiadanie i teraz zżera nas przez Ciebie ciekawość:P
Pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział, agreed.
+Niech mi oddadzą moje konto, nie cierpię pisać z anonima :(
Shit, nie wierzę, naprawiło się i nawet nie zauważyłam! :O
UsuńBoże, chyba pora zrobić sobie wolne od komputera *debil*
świetne to ;d Twoje tłumaczenia są zajebiste. Wszystkie
OdpowiedzUsuńNa prawdę fajnie zapowiadające się opowiadanie. Nie mogę się doczekać, kiedy Louis z Harrym się spotkają. Super tłumaczysz!
OdpowiedzUsuńoch ten niedomyślny Harry! Mógł zostawić jakiś namiar na siebie :) Kocham El! Podoba mi się jej postać, tym bardziej, że nie jest z Lou i do niego nie podbija :D
OdpowiedzUsuńWszystko piękne cacy! *_* czekam na kolejną część! ;**
@JLS_GotMyLove
Zapomniałam! Przeczytałam 2minuty po dodaniu tłumaczenia, a komentuje teraz... ;__; sorry...
OdpowiedzUsuńNO HARRY! TY IDIOTO, ZOSTAW TEN NUMER TELEFONU... a skoro, już się wydarłam, to mogę pisać normalnie ;)
Rozdział świetny, ale taki króciutki ;c. Chcę więcej <3 trzymaj mnie, abym nie sięgnęła do oryginału, choć pewnie with my very, very, very good inglisz zbyt dużo byśmy nie zrozumieli :D
Uwielbiam El. No, w opowiadaniu oczywiście ;3 tutaj naprawdę pasuje do Louisa ♥. Prawie jak w prawdziwym życiu *wyczuj ten sarkazm*... yyy, sorry, nie kontroluję moich shipperskich zachowań XD czasami czuję się, jak Harry w DT, Boże *__* :P
Kończę, bo tylko się pogrążam,a już nic mądrego nie wymyślę, paaa! <3
@1DWixx
Ciekawy, ciekawy :D Haha fajnie wrobili Elke i Lou :D Czekam na nexta, Pozdawiam i przepraszam, że dopiero teraz komentuje ;( xx
OdpowiedzUsuń